Czy trudno jest zdać egzamin na tłumacza przysięgłego?

To pytanie pada zazwyczaj jako drugie w kolejności i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Na szczęście dla tłumaczy już wpisanych na listę, jak również dla ich klientów, egzamin nie należy do najłatwiejszych. Do pozytywnego złożenia egzaminu nie wystarczy sama doskonała znajomość języka obcego, chociaż na pewno nie zaszkodzi. Potrzebne są także umiejętności dokonywania przekładu. Umiejętności te oczywiście można wyćwiczyć, jednak moim zdaniem, aby gra warta była zachodu, kandydat powinien dobrze czuć się w terminologii prawniczej. Nie chodzi o to, aby od razu bez zająknięcia się recytować kodeks cywilny, czy karny, ale o to, żeby przeczytanie kilku paragrafów tekstu prawniczego nie sprawiało bólu. Jeżeli sprawia, to jest to czerwone światełko wskazujące na konieczność zastanowienia się, czy rzeczywiście jest to zawód dla mnie. Bo codzienna praca tłumacza przysięgłego, a przynajmniej ta część, w której zakres wchodzą tłumaczenia pisemne to w dużej mierze praca z tekstami prawnymi i prawniczymi. Jestem jak najdalszy od zniechęcania kogokolwiek od podjęcia pracy w tym zawodzie, ale żeby dobrze się przygotować i środki zainwestowane w przygotowania i egzamin okazały się dobrą inwestycją a nie pieniędzmi wyrzuconymi w błoto, potrzeba sporo pracy i samozaparcia. Wracając do samego egzaminu, to dla wielu osób dużą trudnością jest po prostu mała ilość czasu – kiedy ja przystępowałem do egzaminu było to bodajże 4 h na cztery teksty. Z perspektywy czasu może nie jest to jakieś nadludzkie zadanie, jednakże w przypadku niewielkiego zazwyczaj doświadczenia oraz nieodłącznego czynnika stresu, egzamin może okazać się przeszkodą wcale nie taką łatwą do pokonania.